czwartek, 16 października 2014

Klasyczna setka Niny Garcia

Dziś nieco z innej beczki. Nie będzie to post o dzieciach, ani o ekologii, ani nawet o minimalizmie. Choć przyznaję, że z tym ostatnim ma on mimo wszystko wiele wspólnego.

Jakiś czas temu pisałam o porządkach w mojej szafie. Okazało się, że nie był to proces jednorazowy. Wciąż coś wyrzucam. Sentymenty słabną kiedy widzę, że jakaś rzecz, której dałam drugą szansę, leży w dalszym ciągu nieużywana. W efekcie moja garderoba skurczyła się do minimum. Minimum, z którego nie do końca jestem zadowolona. Przyznaję, że przez ostatnie parę lat interesowałam się, niejako z konieczności, wyłącznie modą w wydaniu dziecięcym. Zaniedbałam potrzeby własne. Kupowałam ciuchy tylko wtedy kiedy już na prawdę groziło mi chodzenie nago. Nie bez znaczenie jest też fakt, że po prostu nie lubię takich zakupów. Dziś jednak patrząc na swoją garderobę widzę rzeczy, które wydają się znajdować w mojej szafie przypadkiem. Bez ładu, składu i pomysłu. Czasem nawet nie w tym rozmiarze. Nuda i rozpacz.




I tu sięgnęłam po pomoc do książki Klasyczna setka Niny Garcia. Autorka opisuje 100 rzeczy, które każda kobieta z klasą mieć powinna. Rzeczy, które oparły się próbie czasu. Ponadczasowe. Modne teraz, 20 lat temu i zapewne za kolejnych 20 lat. Ubrania, biżuteria, buty, dodatki.
Muszę przyznać, że ja, totalna ignorantka jeśli chodzi o ciuchy i modę, przeczytałam tę książkę w jeden dzień ! Nie tylko przeczytałam ale i porobiłam stosowne notatki. Gorzej, poszłam do sklepu i poczyniłam pierwsze zakupy !

 Trampki - to co tygryski lubią najbardziej ;)

Oczywiście jako osoba racjonalna i gdzieś tam pretendująca do miana minimalistki nie zamierzam zaopatrzyć się nagle w całą setkę ciuchów. Nie potrzebuję szpilek bo nie umiem w nich chodzić i chyba głupio bym w nich wyglądała w piaskownicy. Tak samo jak w płaszczu z wielbłądziej wełny, białej sukience i kopertówce. Oj widzę już te spojrzenia sąsiadów. Traktuję tę książkę jak inspirację a nie listę zakupów. Pełnoetatowa mama ma inne potrzeby niż kobieta, która na co dzień ubiera się do pracy w elegancki kostium.Niemniej jednak książka bardzo mi się podoba i prawie codziennie do niej zaglądam. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć z jej pomocą coś co w świecie minimalistycznej mody zwie się capsule wardrobe czyli garderoba w kapsułce. A patrząc na zawartość mojej szafy nie będę miała już ochoty zgarnąć wszystkiego do czarnego worka.

Pozdrawiam

Bea :)

2 komentarze:

  1. To widzę, że ze szpilkami masz tak jak ja - też w nich nie chodzę i nie mam ani jednej pary szpilek (nawet koturnów itp) w swojej szafie :-) Trampki ponad wszystko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koturny nawet mam ale dość niskie i rzadko w nich chodzę. Zgadzam się - trampki królują :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...